Kompanie ochotników

1 i 2 kompania 236 pułku akademików, ostatnie nie biorący udziału w walce, weszły w kolumnie dwójkowej na drogę do Ossowa. Najwyraźniej zamierzały, zgodnie zresztą z rozkazem dowódcy 33 pułku piechoty, do odejścia na zachodni skraj Ossowa. Jednak po konsultacjach z por. Stanisławem Matarewiczem, został wydany rozkaz by Słowikowski, wraz ze swoją 1 kompanią, wysunął się w lewo od drogi, zaś 2 kompanie por. Wiśniewskiego skierował wzdłuż południowego skraju wsi. Gdy żołnierze mijali ogrody wiejskie i opłotki podbiegł do Słowikowskiego ks. Ignacy Skorupka i gorąco poprosił by mógł "iść z żołnierzami i wziąć udział w tej pierwszej bitwie". Dowódca kompanii wyraził zgodę, ksiądz ruszył do boju obok niego.


Akademicy nie mieli żadnego przeszkolenia wojskowego i nie potrafili rozwinąć się w tyralierę. Tym bardziej, że odbywało się to pod ogniem nieprzyjacielskiej broni maszynowej. Kronikarz 33 pułku piechoty wspomina: "Mimo usiłowań oficerów i szeregowych rozbijanie to przedstawiało się raczej jako kłębienie mas chaotyczne. Ppłk Sawicki przejeżdżał konno wzdłuż linii kierując ochotnikami: po prostu brał ich za uszy i palcem wskazywał gdzie mają się rozbijać. Ochotnicy wreszcie zrozumieli o co chodzi i ruszyli do przeciwnatarcia."
Początkowo tyraliera ruszyła naprzód bez oddania strzału. Wkrótce jednak nadleciały od wschodu najpierw pojedyncze pociski potem coraz gęstsze. Ogień nieprzyjaciela wzmagał się w miarę zbliżania się akademików do wschodniej części wsi. "Widząc, że moja tyraliera zaczyna mi maleć i chylić się ku ziemi, a bojąc się by mi nie padła na ziemie skąd nie miałem dobrego pola ostrzału poderwałem ją okrzykiem "hurra!" do biegu naprzód".

Tyraliera akademików weszła na rżysko prawie na wschodnim krańcu Ossowa teren był tu płaski i odkryty. Wtedy od czoła zaterkotały wrogie karabiny maszynowe. Gdzież z boku od strony wsi rozległy się strzały karabinowe. Przestraszeni silnym ogniem, w pierwszym w życiu prawdziwym boju, ochotnicy zalegli i rozpoczęli bezładną strzelaninę w różne strony mieli duże kłopoty z ładowaniem broni ponieważ nie otrzymali magazynków do karabinów a nie potrafili ładować pojedynczo, uczyli się więc tego w trakcie walki. W dodatku mocno deprymowały ich jęki rannych i rzężenie konających oraz rosnące straty we własnych szeregach. l kompania wysunęła się mocno do przodu, natomiast 2 została szybko odparta przez nieprzyjaciela. W pewnym momencie ochotnicy z tej drugiej kompanii wespół z inna grupą z 236 pułku starli się w walce wręcz z przeciwnikiem na prawo od drogi. w tym czasie umarł por. Matarewicz u którego lekarz stwierdził udar sercowy.

Zagrożony z dwóch stron ppor. Słowikowski rozkazał pojedynczo, skokami wycofywać się do tyłu. Odwrót odsłaniał bezwładny ogień akademików, skutecznie jednak powstrzymujący nacierającego przeciwnika. Mimo znacznych strat, ochotnikom udało się wycofać do połowy wsi. Rychło okazało się, że Ossów jest zupełni ogołocony z wojska, bowiem "wszystko wycofało się na poligon rembertowski" (wg słów por. Gajdy z l batalionu 36 pp). Pozostały tu tylko nieliczne grupki żołnierzy z 33 i 36 pułków piechoty.

Bohaterski ppor. Słowikowski zebrał rozproszonych żołnierzy, dołączył ich do swojego pododdziału i jeszcze raz poderwał ludzi do ataku. "Linia rzuca się z głośnym krzykiem "hurra!" naprzód. Bolszewicy cofają się częściowo ze wsi na jej wschodni kraniec - wspominał ppor. Słowikowski. - Jednak znowuż w ogniu kaemów natarcie nasze załamuje się i linia pada (na ziemię). Z kolei bolszewicy przechodzą do kontrataku. Nie mając w linii karabinów maszynowych nie mogę ich wstrzymać. Tyraliera nasza cofa się na poprzednie pozycje."

Słowikowski zdawał sobie sprawę, że jego ochotnicy nie potrafią prowadzić walki w obronie, dlatego pięciokrotnie podrywał ich znowu do ataku. Ofiarne kontrataki akademików przyniosły wielkie straty, ale również dzięki nim nacisk przeciwnika zelżał.
Starty były jak dotąd dotkliwe. Z 236 pułku piechoty padli por. Matarewicz ppor. Zygmunt Miiller, ks. Skorupka, ppor. Wojciech Świdziński, ranni zostali podporucznicy Szulje, Kamiński, Szybowski. Jeszcze więcej oficerów stracił 33 pułk piechoty. Zginęli podporucznicy Mieczysław Kubala i Włodzimierz Michałowski ranni zostali por. Świątkowski, ppor. Wegliński, ppor. Pałucki, ppor. Miklaszewski, ppor. Biały i podchorąży Piotrowski.

Tymczasem weszły do walki nowe oddziały - kompanie marszowe 21 pułku piechoty. Ich wrażenia, na pierwszy rzut oka po placu boju, nie były budujące. "O strony lasu zaczęli pokazywać się żołnierze uciekający pojedynczo, później coraz więcej i w końcu całą masą - pisze w relacji ochotnik Błażejewski z 2 batalionu 2 pp. - Gruchnęła wieść, że front przerwany, więc nasz dowódca kompanii niewiele myśląc zrobił zbiórkę batalionu i wyprowadził nas na łączki położone za stodołą Ossowa. A wiara jakaś mi nieznana wiała (z bitwy) na ola Boga. Ponieważ kul nieprzyjacielskie leciały dosyć gęsto, przeto natychmiast po wyjściu na łąki dowódca, dał rozkaz: "w tyraliery i okopać się." Tymczasem zostało paru rannych, lecz na nie wolno było strzelać dlatego, że jakieś wojska w popłochu się cofały. Oficerowi tych wojsk, z rewolwerami w ręku, starali się powstrzymać wojsko ogarnięte pan' zachęcając je na wroga. Dzielna postawa tych oficerów dodała nam ducha i większej odwagi, a było tych oficerów dwóch: jeden pan pułkownik i jakiś porucznik c~ podporucznik. " Owym podporucznikiem był Słowikowski natomiast podpułkownikiem Jerzy Sawicki, który nie zważając na wraże pociski wyjechał konno na drogi wiodącą przez Ossów i wydawał rozkazy do walki. Dzielnie asystował mu jego adiutant por. Łukasik. Ppłk Sawicki posłał na pomoc akademikom dwie kompani marszowe ochotników z 21 pułku piechoty, dowodzone przez "szlachetnego i dzielnego staruszka" mjr Zygmunta Dobrowolskiego, który z wielkim trudem rozwinął tyraliery niedoświadczonych żołnierzy.

Natarcie polskie rozwinęło się miedzy wsią Ossów a rzeczką Długą na południe od drogi. Skupiło teraz na sobie główną uwagę i ogień przeciwnika. Zdając sobie jednak dobrze sprawę z braku jakiegokolwiek przeszkolenia ochotników, mjr Dobrowolski nie chciał ryzykować i rozkazał żołnierzom paść na ziemię, okopywać się i prowadzić ogień ciągły do nieprzyjaciela. W trakcie walki młodzi chłopcy uczy się żołnierki.
Patronaty

Copyright