Atak Bolszewików

Nad ranem 14 sierpnia, między godz. 3 a 4 nieprzyjaciel wykonał "krótki artyleryjski napad ogniowy" i skierował silne natarcie na Leśniakowiznę i Ossów. Piechota nieprzyjacielska nie napotkała wielkiego oporu, gdyż pułki, które obsadzały dość rozległy odcinek na południe od drogi Leśniakowizna-Majdan, uległy przewadze nieprzyjaciela i zachwiały się, cofając się w stronę Leśniakowizny. W trakcie wycofywania się z Leśniakowizny padł ranny dowódca II batalionu 33 pp., por. Świątkowski.


Pułk dowodzony przez mjr. Kazimierza Sawickiego, nie mógł przeciwdziałać naporowi nieprzyjaciela. W chwili, gdy bolszewicy dotarli do połowy wsi Leśniakowizna, zameldował się u mjr. Sawickiego ppor. Zygmunt Muller, dowódca 9. kompanii 36 pp, z odwodowego 3 batalionu. Mjr Sawicki użył 9. kompanii do przeciwuderzenia na lewo od drogi w kierunku krzaków, skąd zagrażał nieprzyjaciel. Akcja ta nie powiodła się, gdyż dowódca kompanii padł zabity, a kompania została rozproszona. Resztki jej skupił koło siebie sierżant Wałecki, wycofując się w kierunku Ossowa.
Dowódca 2. baterii 8 pułku artylerii polowej znajdujący się na punkcie obserwacyjnym na wschodnim krańcu Leśniakowizny, ledwie zdążył zwinąć swój punkt i wycofał się na mostek na rzece Rządzy (obok stawów).

10 kompania 236 pp została także zaatakowana przez nieprzyjaciela na południe od Leśniakowizny. Nie potrafiła utrzymać zajmowanych stanowisk i niebawem wycofała się na wzgórze 110. W ślad za nią "poczęły biegiem przechodzić nieporządane ale gęste tyraliery rosyjskie" (wg dowódcy 6 baterii 8 pułku artylerii polowej por. Borowskiego). Tylko jeden karabin maszynowy z 4 kompanii karabinów maszynowych otworzył ogień do nieprzyjaciela. Niebawem wsparła go bateria por. Borowskiego. Pozostałe działa polskie milczały. Prawdopodobnie nie miały rozeznania w sytuacji i bały się razić swoich. Tymczasem tyraliery sowieckie znikły w zagajnikach w Leśniakowiźnie. Poczym pokazały się za nimi nowe fale nacierającej brygady strzelców.

3 batalion 236 pp znalazł się w dużym niebezpieczeństwie. Jego odwód został zużyty w boju o Leśniakowiznę. Dowódca batalionu stracił kontakt ze swymi pododziałami. Dowódcy kompanii nie stracili jednak głowy i działali samodzielnie. Por. Sokół dowodzący 12 kompanią zagiął lewe skrzydło batalionu do wzgórza 110, nawiązał kontakt z por. Borowskim prowadzącym nadal ogień do nieprzyjaciela . Wysłał też patrole na rozpoznanie. Jeden z nich doniósł, że nieprzyjaciel wkroczył do Ossowa. Ponieważ 6 bateria 8 pap znalazła się na jego tyłach, porucznik, za zgodą dowódcy batalionu wycofał ją na wzgórze 106 pod Rembertowem.

Natomiast 3 batalion 33 pp trwał na swoich stanowiskach odpierając natarcie nieprzyjaciela. Niebawem jednak jego 11 kompania odwodowa dostała się pod ogień z tyłu, od prawego skrzydła. Oznaczało to, że przeciwnik przerwał front pod Leśniakowizną i naciera na Ossów. Niebawem 11 kompania dostała się pod ogień i musiała się wycofać do Ossowa. W Leśniakowiźnie zaciągnięto w szeregi kilkunastu rozbitków spośród rozproszonego oddziału ochotników. Dźwigając rannego ppor. Pałuckiego, Zdrojewski dotarł do Ossowa, zabierając po drodze kilku innych rannych.

Około godziny 5 widok pola bitwy bił przerażający. "W wielkim nieporządku gromady ochotników biegły z powrotem do Ossowa nie zwracając uwagi na wołania i rozkazy dowódców. Podporucznik Bolesław Szulje nie zdołał opanować oddziałów, zresztą niezadługo został ranny ( ... ) Wkrótce masa uciekająca wpadła do Osowa. Część żołnierzy nie mogąc opamiętać się i otrząsnąć z panicznego strachu pędziłą dalej w głąb wsi. Część, zresztą nieliczna, skupiła się grupkami koło swoich oficerów. Na przykład kilkudziesięciu ludzi zdołał utrzymać ranny ppor. Bronisław Szulje. Podobną grupę żołnierzy przyprowadził również por. Zdrojewski z 33 pp, który zajął stanowisko u zachodniego wylotu Ossowa."

Z potężnym okrzykiem "ura!" i "dajosz Warszawu" pewni bliskiego już zwycięstwa Sowieci parli naprzód, pędząc przed sobą gromadę niedoświadczonych żołnierzy i spanikowanych ochotników, którzy dopiero dzień lub dwa dni wcześniej dostali broń do ręki i nie bardzo umieli się nią posługiwać. W oczach tych uciekinierów nieprzyjaciel miał przeważające siły.

W rzeczywistości to Polacy mieli pod Ossowem więcej żołnierzy. Dowódca 33 pp, ppłk Jerzy Sawicki rzucił do kontrataku z Ossowa liczący zaledwie stu żołnierzy 2 batalion por. Włodzimierza Michałowskiego. Usiłował go wesprzeć jedną kompanią dowódca 36 pp płk Leon Krakówka. Próba powstrzymania nieprzyjaciela zaakończyła się fiaskiem bowiem 2 batalion po zmieszaniu się z uciekinierami sam uległ rozproszeniu bez walki. Wyrwa linii frontu jeszcze bardziej się poszerzyła.

Sowieci zajęli wschodni skraj Ossowa. Rozmieścili tu karabiny maszynowe, któóre siały morderczy ogień do uciekających lub próbujących stawić opór. Zginął ppor. Włodzimierz Michałowski, padł ciężko ranny dowódca 7 kompanii ppor. Biały. Ppor. Jerzy Krupski pisał później: "Liczne grupy ochotników wycofywały się w popłochu do wsi. Oficerowie l batalionu 36 pułku piechoty i 33 pułku piechoty starali się przy pomocy groźby i rewolweru powstrzymać uciekających. Udaje im się tylko częściowo. W ten sposób powstały wzdłuż drogi nieliczne i nieregulame grupki, które trwają w terenie, reszta zaś niepowstrzymanym potokiem przesącza się błoniami na zachód od Ossowa. Dowodzenie na wszystkich szczeblach wymyka się z rąk - nie ma jedności w działaniach."
W Ossowie ostrzeliwała się tylko kilkudziesięcioosobowa grupa żołnierzy skupiona przy poruczniku Zdrojewskim i podporucznikach Michałowskim oraz Wawryku.
Patronaty

Copyright